Zwiastuje to spory prawne, o zaangażowaniu w proces wyborczy Sądu Najwyższego mówił w swoim przemówieniu w noc wyborczą z Białego Domu Trump. Media w USA interpretują jego słowa o "oszustwie Amerykanów" jako próbę zatrzymania procesu liczenia głosów.
"To bezpośrednia interwencja tak w proces wyborczy, jak i w wewnętrzne sprawy państwa". Tak rzeczniczka MSZ Rosji Maria Zacharowa skomentowała na Facebooku słowa przedstawiciela Departamentu
USA nakładają sankcje na Rosję za atak hakerski i ingerencję w proces wyborczy 15 kwietnia 2021, 14:38 Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
To będzie drugi proces wyborczy w tej kampanii. Pierwszy, wytoczony przez PO, skończył się przegraną PiS. Spór wybuchł, gdy w spocie PiS powiedziano o 15 proc. bezrobociu za rządów PO-PSL.
Rozkład mandatów w Sejmie. Proces wyborczy obejmuje wybór 460 posłów spośród list kandydatów. W całej Polsce o mandat posła ubiega się w sumie 6655 kandydatów, z czego 2949 stanowią
System polityczny i wyborczy w Wielkiej Brytanii pod wieloma względami różni się od tych znanych z innych krajów Europy. Ma to naturalnie związek z historią tego państwa naznaczonego
Polska. W Polsce prawo wyborcze reguluje Kodeks wyborczy, który wszedł w życie 1 sierpnia 2011 roku. Określa on m.in. tryb przeprowadzania wyborów parlamentarnych, wyborów prezydenckich, wyborów samorządowych i wyborów do Parlamentu Europejskiego i warunki ich ważności. Zastąpił on poprzednio obowiązujące ustawy wyborcze.
VWyZJS. Wybory prezydenckie w USA zdecydowanie różnią się od tych, które znamy i w których bierzemy udział co pięć lat. Amerykański system wyborczy jest bardziej skomplikowany, niż polski. Oto najważniejsze informacje dotyczące procedury i przebiegu wyborów w odbywają się wybory w USA?Zgodnie z Konstytucją Stanów Zjednoczonych wybory prezydenckie zawsze odbywają się w pierwszy wtorek listopada roku wyborczego. W tym roku wypada on 3 listopada, ale w niektórych stanach głosowanie korespondencyjne już się US. Elections Project, do 1 listopada już ponad 90 milionów Amerykanów oddało głos w wyborach, a tegoroczna frekwencja może być rekordowa. Do tej pory najwięcej głosów oddano: w Kalifornii (11,2 mln), w Teksasie (9,7 mln) oraz na Florydzie (8,9 mln). Natomiast posiedzenie Kolegium Elektorów, bo to oni faktycznie wybierają prezydenta Stanów Zjednoczonych, odbywa się w pierwszy poniedziałek po drugiej środzie grudnia, czyli w tym roku będzie to 14 tegorocznych wyborów i kadencjaTegorocznym kandydatem Republikanów w wyborach prezydenckich jest urzędujący prezydent – Donald Trump, którego hasło wyborcze brzmi: „Make America Great Again” („Sprawmy, by Ameryka była znowu wielka”). Jego zastępcą w przypadku wygranej będzie Mike Pence, czyli obecny wiceprezydent. Natomiast kandydatem Demokratów w wyścigu do Białego Domu jest Joe Biden, którego zastępczynią, jeśli oczywiście zdoła wybory wygrać, zostanie Kamala Harris. „Battle for the soul of nation” („Walka o duszę narodu”) - to hasło wyborcze Bidena. Kadencja prezydenta USA trwa 4 lata i może być ona powtórzona maksymalnie dwa razy przez tego samego kandydata. Prezydentem Stanów Zjednoczonych może zostać osoba, która ukończyła 35 lat, od urodzenia posiada amerykańskie obywatelstwo oraz mieszka na terenie USA minimum 14 lat. Kto wybiera prezydenta USA?Wybory w Stanach Zjednoczonych, w porównaniu do wyborów w Polsce, mają charakter pośredni. Obywatele oddają głos na elektorów, którzy reprezentują daną partię. To właśnie Kolegium Elektorów bezpośrednio wybiera głowę państwa. Amerykanie jednak przed udaniem się do urn wyborczych wiedzą, którego kandydata dany elektor będzie wybierał. Każdy stan ma różną liczbę elektorów. To dlatego nawet kandydat, który otrzyma mniej głosów w skali całego kraju może wygrać wybory. Tak było choćby w poprzednich wyborach cztery lata jest też zwycięstwo w stanach, które mają największą liczbę głosów elektorskich. Na przykład zwycięstwo w Kalifornii (55 głosów elektorskich), na Florydzie (29 głosów) i w stanie Nowy Jork (29 głosów) zapewni kandydatowi 113 głosów, czyli niemal połowę potrzebnych do zwycięstwa w całym stany mają po kilka głosów elektorskich, np. Montana - 3, Connecticut - 7 jest Kolegium Elektorów?Kolegium Elektorów Stanów Zjednoczonych to organ konstytucyjny, który zbiera się raz na cztery lata, aby wybrać prezydenta oraz wiceprezydenta. Ważne jest, że elektorzy to zwykli obywatele, którzy nie mogą być kongresmenami, nie mogą także sprawować odpłatnego urzędu powierniczego w imieniu Stanów Zjednoczonych. Po wypełnieniu swojej funkcji jako członka Kolegium, stają się ponownie normalnymi obywatelami USA. Każdemu stanowi odpowiada odpowiednia liczba głosów elektorskich, która ustalona jest na podstawie liczby ludności danego stanu, a tym samym liczby kongresmenów reprezentujących dany stan w Kongresie (wyjątkiem jest Dystrykt Kolumbii, który posiada 3 elektorów, ale kongresmeni nie posiadają prawa głosu w Senacie i Izbie Reprezentantów). W sumie członków Kolegium Elektorów jest ich 538 i ta liczba jest stała, chyba że zmieniłaby się liczba liczba głosów elektorskich może ulec niewielkiej zmianie raz na dziesięć lat, na podstawie nowego spisu ludności. W 2020 roku obowiązuje jeszcze spis z roku 2010, jednak w wyborach prezydenckich w 2024 roku obowiązywać już będzie spis z ludności z 2020 roku. Zasady głosowania Kolegium ElektorówZwycięzcą wyborów prezydenckich zostaje osoba, która otrzymała minimum 270 głosów elektorskich, czyli ponad połowę wszystkich głosów. Jeżeli dwóch kandydatów otrzyma taką samą liczbę głosów elektorskich – decyzję o tym, który z nich zostanie prezydentem Stanów Zjednoczonych podejmuje Izba Reprezentantów. W większości stanów obowiązuje zasada „zwycięzca bierze wszystko”. Oznacza to, że kandydat otrzymujący największe poparcie w głosowaniu powszechnym jednocześnie otrzymuje wszystkie głosy elektorów w danym stanie. Wyjątkiem są dwa stany – Maine oraz Nebraska, gdzie obowiązuje tak zwany system dystryktowy, który polega on na tym, że głosy mogą zostać podzielone między kandydatów. Przykładowo, Kalifornia jest stanem z największą liczbą ludności, a tym samym reprezentuje ją największa liczba elektorów, bo jest ich aż 55. Wszystkie głosy elektorskie przechodzą na tego kandydata, który uzyska przewagę w głosowaniu mieszkańców tego w większości stanów, zobowiązani są do oddania głosu na prezydenta i wiceprezydenta zgodnie z wolą mieszkańców. Jednakże w historii Stanów Zjednoczonych ponad 100 razy zdarzyło się, że elektorzy zagłosowali inaczej, niż wskazywałyby na to wybory powszechne w ich stanach. Ale nigdy ich działanie nie miało znaczącego wpływu na wynik to są „swing states”?Swing states to stany, w których wygrana, czy to kandydata Demokratów, czy kandydata Republikanów, nie jest oczywista. Stoją one w opozycji do tak zwanych safe states, w których wynik wyborów jest de facto znany jeszcze przed głosowaniem. Na przykład, dla Demokratów takim „bezpiecznym stanem” jest Kalifornia, a dla Republikanów Karolina states nie są stałe. Zmieniają się, tak samo, jak zmienia się Ameryka, czy preferencje wyborcze jej obywateli. Aby określić, jakie stany znajdą się w gronie swing states, analitycy biorą pod uwagę między innymi zmiany demograficzne, wyniki sondaży, czy historię wyborczą. Do tegorocznych swing states komentatorzy sceny politycznej zaliczają między innymi jak zawsze Florydę, w której wynik wyborczy jest zazwyczaj niewiadomą, a także trzy przemysłowe stany– Michigan, Pensylwanię oraz Wisconsin. To właśnie w tych trzech stanach nazywanych „Pasem Rdzy”, które przez lata były bastionem demokratów, Donald Trump w wyborach w 2016 roku zdobył zaskakujące zwycięstwo. Wygrana w tych miejscach zapewnia 46 głosów Karolina Północna jest stanem, w którym wygrana kandydata nie jest oczywista. Głosy społeczeństwa rozkładają się równomiernie między prowincją, która popiera Trumpa oraz ośrodkami miejskimi i akademickimi głosującymi na zwracają zawsze uwagę na stan Ohio. Zwycięzca wyborów w tym zostaje zazwyczaj prezydentem. Natomiast jeśli ktoś przegrał wybory w tym stanie, a udało mu się wygrać w całych Stanach Zjednoczonych – zawsze był to kandydat Demokratów. Żaden republikanin nie został prezydentem Stanów Zjednoczonych, jeśli przegrał w tym stanie. Kandydaci znając wytypowane przez ich analityków swing states, są w stanie dostosować swoją kampanię na potrzeby wygranej w tych miejscach. Krytycy tego typu strategii zauważają, że takie działanie może powodować ignorowanie potrzeb wyborców w stanach, które są partyjnymi bastionami poszczególnych kandydatów. Sondaże na 3 dni przed wyboramiNa trzy dni przed wyborami, według portalu RealClearPolitics, to Joe Biden prowadził w kluczowych, niepewnych Florydzie sondaże opublikowane w sobotę dają minimalną przewagę Bidenowi - o 1,4 pkt. W Pensylwanii natomiast wyprzedza on Trumpa o 4,3 pkt. proc., w Michigan o 8,2 pkt. proc., a w Wisconsin o 6,3 pkt. proc. Kiedy poznamy wyniki i co będzie dalej?W tegorocznych wyborach duża część obywateli USA zagłosowała korespondencyjnie – w duże mierze są to zwolennicy Joe Bidena. Natomiast osoby popierające prezydenta Trumpa w znakomitej większości wolą głosować osobiście. Spora ilość głosów oddanych korespondencyjnie spowoduje, że wyniki nie będą znane od listopada, po zamknięciu lokali wyborczych, poznamy je w stanach będących bastionami partyjnymi, a do nich zaliczamy między innymi Nowy York, czy Alabamę. Komentatorzy przewidują, że na wyniki z kluczowych stanów trzeba będzie jednak poczekać. Urzędnicy już teraz ostrzegają, że ze względu na popularność głosowania korespondencyjnego liczenie głosów może się znacznie wydłużyć. Nowy prezydent Stanów Zjednoczonych zostanie zaprzysiężony 20 stycznia w samo południe. Wybory prezydenckie, ale nie tylkoW tegorocznych wyborach Amerykanie wybiorą nie tylko prezydenta swojego kraju, ale także Izbę Reprezentantów (435 mandatów) oraz jedną trzecią Senatu. Co więcej, w niektórych stanach wybierani zostaną także gubernatorzy oraz burmistrzowie. Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera
dr Karol Chwedczuk-Szulc*, politolog, Uniwersytet Wrocławski: Tę próbę podejmuje Allan Lichtman, amerykański badacz, który konsekwentnie ignoruje badania opinii publicznej. Ale od 1981 roku nie pomylił się w swoich szacunkach ani razu! Co prawda w 2016 roku dopiero w październiku, czyli na miesiąc przed wyborami, jednoznacznie orzekł, że wybory wygra Donald Trump, ale to i tak świadczy o nim dobrze. Wówczas wszystkie sondaże dawały coraz większą przewagę Hillary Clinton. [...] Lichtman wspólnie z geofizykiem matematycznym i sejsmologiem Vladimirem Keilis-Borokiem przeanalizował wybory od 1860 do 1980 roku. I na tej podstawie wyodrębnił trzynaście zagadnień, wśród których najważniejsze to kwestie ekonomiczne. Więcej o tym przeczytać można tutaj. [...] Postawił pan też mocną tezę, że Stany Zjednoczone są na krawędzi wojny domowej. Biali komentatorzy w Stanach wciąż piszą dość ostrożnie na ten temat. [...] Przypomina mi się historia pewnego czarnoskórego członka rady hrabstwa w stanie Maryland, który sprawował swój mandat od dwunastu lat. W ramach kampanii wyborczej odwiedzał wyborców w swoim okręgu, którzy najprawdopodobniej na niego głosowali. Warto dodać, że był to bastion liberalnych demokratów. I ci biali demokratyczni wyborcy trzykrotnie wzywali policję, bo obecność czarnoskórego mężczyzny na ich podjeździe ich niepokoiła. [...] Co jeszcze decyduje o tym, kto ma większe szanse na zwycięstwo? Osiągnięcia i klęski w polityce zagranicznej – w przypadku Trumpa Lichtman udziela odpowiedzi mieszanej: nie ma ani sukcesu, ani klęski. Normalizacja stosunków dyplomatycznych Izraela i Zjednoczonych Emiratów Arabskich raczej takim sukcesem nie jest. Dlaczego? Bo ZEA stało się celem zabiegów USA z braku szans przyciągnięcia innych graczy, jak chociażby Arabii Saudyjskiej. Dominuje pogląd, że za kadencji obecnego prezydenta USA pożegnały się z rolą światowego przywódcy. Jakie to ma znaczenie dla amerykańskich wyborców? Donald Trump doprowadził do ruiny wizerunek Stanów Zjednoczonych w polityce międzynarodowej. Najlepszym tego symbolem jest fakt, że podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos przywódca komunistycznego państwa Xi Jinping bronił liberalnej globalizacji, a Trump i jego eksperci i doradcy od spraw zagranicznych, swoją drogą ciągle zmieniani, nie zaproponowali żadnej konkretnej polityki. [...] Biden ma już swoje lata. Ameryka demograficznie się zmienia. To chyba ostatnie takie wybory? Na dłuższą metę demokraci muszą wybrać inną strategię. Przyszłość jest jedna – za dziesięć, piętnaście lat Partia Demokratyczna nie będzie w stanie wygrywać wyborów, jeżeli nie zrobi tego, co powinna zrobić obecna opozycja w Polsce. Co konkretnie? Nie walczyć o głosy wyborców PiS, tylko o owe ponad 30 proc. niegłosujących w ogóle. Dziś w USA demokraci nie idą tą drogą, oprócz Ocasio-Cortez, która zwyciężyła w starciu z białym, podstarzałym mężczyzną w Nowym Jorku. Zgoda, republikanie i tak na tym terenie nie mieli większych szans, ale Ocasio-Cortez pokonała kogoś, kto de facto mógłby być z powodzeniem liberalnym członkiem Partii Republikańskiej. Zwyciężyła głosami mniejszości i młodych lewicowych białych wyborców. Czym Trump kupił Amerykanów? Zwróceniem uwagi na to, na co w Polsce zwróciło uwagę PiS – że istnieją koszty globalizacji. Na Trumpa zagłosowali sfrustrowani biali hillbilly [ang. „wieśniaki” – red.], którzy potracili pracę, bo produkcja przeniosła się do Chin. A to, że zbiednieli i znaleźli się na marginesie, nikogo w Stanach nie wzruszyło. Z dnia na dzień doświadczyli losu tysięcy czarnoskórych współobywateli – warunki życia stały się dla nich tak samo złe jak wcześniej były dla Afroamerykanów. Czytaj całość: 13 kluczy do Białego Domu
Wynik wyborów prezydenckich w USA stoi na ostrzu noża i ostateczna decyzja może należeć do sądów. W wyborach prezydenckich w USA trzeba będzie poczekać na jednoznaczny wynik. Podczas gdy kandydat demokratycznej opozycji Joe Biden jest przekonany o swoim zwycięstwie w obliczu rosnącej przewagi nad Donaldem Trumpem, urzędujący prezydent powtórzył zarzuty oszustwa wyborczego i zapowiedział falę procesów sądowych w kilku stanach USA. Rozpoczynająca się teraz walka na niwie prawa może przynieść korzyści Trumpowi. Fala procesów sądowych W stanie Wisconsin, gdzie wygrał Biden, sztab wyborczy Trumpa domaga się ponownego przeliczenia głosów, a w kilku innych stanach chce zatrzymać trwające liczenie głosów. Oczy skierowane są także na Pensylwanię, gdzie liczone są wszystkie karty do głosowania, które docierają do komisji wyborczych nawet do trzech dni wyborach - pod warunkiem, że zostały wysłane tradycyjną pocztą 3 listopada. Sąd Najwyższy odrzucił pozew przeciwko tej procedurze przed wyborami, ale pozostawił otwartą możliwość zbadania tej sytuacji pod kątem prawnym po wyborach. Jeśli wniosek Trumpa w Sądzie Najwyższym przeciwko przedłużeniu liczenia głosów w Pensylwanii zakończy się sukcesem, prawdopodobnie unieważniłoby to dziesiątki tysięcy głosów przekazanych pocztą. Eksperci uważają, że szczególnie wyborcy Demokratów głosowali drogą pocztową. Również w Michigan, gdzie ogłoszono już zwycięstwo Bidena, oraz w stanie Georgia, Trump chce, aby decyzją sądu zatrzymano liczenie głosów. Jaką rolę odgrywa skład Sądu Najwyższego Zwolennicy Demokratów obawiają się ewentualnej stronniczości Sądu Najwyższego w przypadku ostatecznego rozstrzygnięcia przez niego wyniku wyborów. Od czasu kontrowersyjnego powołania przez Trumpa sędzi konstytucyjnej Amy Coney Barrett, w dziewięcioosobowym kolegium sędziowskim istnieje zdecydowana konserwatywna większość, w stosunku sześciu do trzech. Kandydat Demokratów Joe Biden Nie byłby to pierwszy przypadek w najnowszej historii Stanów Zjednoczonych, kiedy Sąd Najwyższy orzekłby o nowym prezydencie. W 2000 roku republikański sztab wyborczy George'a W. Busha zwrócił się do Sądu Najwyższego po tym, jak jego demokratyczny rywal Al Gore zażądał ponownego przeliczenia głosów w stanie Floryda. Zapobiegając ponownemu przeliczeniu, Sąd Najwyższy skutecznie uczynił Busha prezydentem. Kiedy interweniuje Sąd Najwyższy Zdaniem ekspertów nie ma pewności, czy w wyborach Sąd Najwyższy będzie interweniował - także dlatego, że skierowałoby to całą uwagę na stanowisko polityczne jego sędziów. Profesor prawa Uniwersytetu Iowa Derek Muller wyjaśnia, że procesy sądowe wnoszone przeciwko liczeniu głosów mają szansę powodzenia tylko wtedy, gdy wyniki są bardzo niejednoznaczne. Gdyby wynik wyborów - jak w 2000 roku - ostatecznie zależał od tylko jednego stanu, można się spodziewać „bardzo poważnego postępowania prawnego”. Polityczne pole manewru Donald Trump niekoniecznie musiałby zdać się na sądy, by móc dalej rządzić - istnieje bowiem szereg niepewności politycznych. Manifestacja w Detroit: policzyć każdy głos! Z jednej strony, w przypadku kontrowersyjnych wyników wyborów w poszczególnych stanach, ustawa federalna przyznaje tamtejszym parlamentom stanowym prawo do decydowania o przydziale elektoratu, który ostatecznie wybierze prezydenta. Trump mógłby wywrzeć presję na zdominowane przez Republikanów zgromadzenia parlamentarne w kluczowych stanach Michigan, Pensylwanii i Wisconsin, aby elektorzy głosowali na niego. Z drugiej strony, wszyscy demokratyczni gubernatorzy tych trzech stanów mogliby przekonać elektorów do głosowania na Bidena. W tym przypadku walka o władzę toczyłaby się dalej w Kongresie, chociaż nie jest jasno określone, w jaki sposób Kongres miałby podjąć decyzję w takiej sprawie. Konstytucja Stanów Zjednoczonych w żadnym wypadku nie wymaga, aby członkowie Kolegium Elektorów liczącego 538 członków głosowali zgodnie z wynikami wyborów w ich stanach. Prawdą jest, że nigdy nie zmieniło to wyniku wyborów prezydenckich: między 1796 a 2016 rokiem taki tryb obrało zaledwie 180 członków Kolegium. Gdyby Biden wygrał wybory prezydenckie głosami zaledwie 270 elektorów (to wymagane minimum), jeden odszczepieniec mógłby storpedować cały wynik wyborów. (AFP/ma)
Amerykański system wyborczy należy do najbardziej skomplikowanych na świecie. Wyjaśniamy, w jaki sposób Stany Zjednoczone wybierają nowego przywódcę swojego kraju. Kto zostać może prezydentem USA? Na prezydenta stanów Zjednoczonych kandydować może obywatel USA, mający minimum 35 lat, zamieszkujący w tym kraju przez co najmniej 14 lat i posiadający pełnię praw publicznych. Osoba ta nie może być także naturalizowanym obywatelem, czyli takim, któremu nadano obywatelstwo, a nie uzyskał go automatycznie w chwili narodzin. Osoba ta może sprawować urząd maksymalnie przez dwie czteroletnie kadencje. Wyborców zgłaszać mogą grupy wyborców, partie polityczne oraz sama osoba zainteresowana kandydowaniem. Prawybory - zasady Prawybory rozpoczynają cały proces wyborczy. Można powiedzieć, że są jednym z trzech etapów amerykańskiej kampanii prezydenckiej. Podczas prawyborów wyłania się z partii oficjalnych kandydatów nominowanych do ubiegania się o prezydencki fotel. Wyniki prawyborów mają także wpływ na późniejsze głosowanie kolegium elektorskiego we właściwych wyborach prezydenckich. Wyborcy podczas prawyborów głosują na jedno nazwisko z listy danej partii, wyznaczając delegatów, którzy wezmą udział w konwencjach partyjnych i będą mieli wpływ na wybór oficjalnego kandydata. Osoba, która podczas konwencji zdobędzie najwięcej głosów delegatów, zostaje oficjalnym kandydatem na prezydenta. Prawybory odbywają się od stycznia do czerwca lub lipca tego samego roku, w którym przeprowadzane mają być wybory właściwe. Duże znaczenie podczas prawyborów ma tzw. „superwtorek”, podczas którego prawybory odbywają się jednocześnie w większości stanów. Kandydat, który zwycięży w prawyborach, staje na czele wyścigu. Kolegium Elektorów - czym jest? Podzielone są na wybory powszechne, które odbywają się w listopadzie, oraz głosowanie Kolegium Elektorów Stanów Zjednoczonych, które odbywa się w grudniu. Obywatele głosują w wyborach powszechnych na elektorów, którzy popierają jednego z kandydatów na prezydenta. Ten z kandydatów, który uzyska w danym stanie najwięcej głosów, otrzymuje wszystkie elektorskie mandaty z danego stanu. W stanach Maine i Nebraska, ze względu na ich wielkość, głosy elektorskie przydzielane są proporcjonalne. Po wyborach powszechnych przychodzi czas na głosowanie Kolegium Elektorów Stanów Zjednoczonych. Jest to organ konstytucyjny, który zbiera się raz na cztery lata po to, aby wybrać prezydenta i wiceprezydenta. W skład kolegium wchodzą przedstawiciele wszystkich stanów a ich liczba jest proporcjonalna do liczby ludności w danym stanie. Liczba elektorów, jaką wystawia dany stan równa się liczbie kongresmenów, którzy reprezentują go w dwuizbowym parlamencie USA. W sumie Kolegium Elektorów USA tworzy 538 osób. Elektorzy zazwyczaj głosują na kandydata, który zwyciężył w wyborach powszechnych w swoim stanie. Czasami zdarza się, że nie głosują na osobę, którą popierali podczas kampanii, co sprawia, że może zdarzyć się sytuacja, że prezydentem zostanie człowiek, który w głosowaniu powszechnym zdobył mniej głosów od swojego przeciwnika. Wybory wygrywa ten kandydat, który uzyska minimum połowę głosów (270). Jeżeli dwóch kandydatów ma taką samą liczbę głosów elektorskich, wyboru prezydenta dokonuje Izba Reprezentantów. Swing states - co to jest? Większość stanów ma na tyle ukształtowane wyborcze preferencje, że wynik wyborów prezydenckich jest w nich de facto znany jeszcze przed głosowaniem. Przykładowo wiadomo, że w Nowym Jorku zwyciężą Demokraci a w Indianie Republikanie. Gra toczy się o głosy oddane w tzw. swing states czyli stanach wahających się. Chodzi o Florydę, Pensylwanię, Arizonę, Wisconsin, Michigan czy Iowa. Według komentatorów o zwycięstwo ciężko będzie bez głosów z Florydy, która jest bardziej przychylna Demokratom. Decydujące dla ostatecznego wyniku wyborów mają również często głosy z tzw. stanów Pasa Rdzy, które od lat były bastionem Demokratów. Zwycięstwo Donalda Trumpa w tej części USA w 2016 roku było nie lada zaskoczeniem. Czytaj też:NA ŻYWO: Emocjonujące wybory prezydenckie w USA. Biden bliżej zwycięstwa?
Większość spośród 50 amerykańskich stanów oraz dystryktu Kolumbii konsekwentnie opowiada się po stronie Republikanów lub Demokratów. Wyjątkiem są „stany niezdecydowane”, o które kandydaci toczą zazwyczaj największą walkę. W tym roku jest ich wyjątkowo dużo. Zachodnie stany (np. Kalifornia, Oregon), a także północno-wschodnie wybrzeże (przede wszystkim Nowy Jork), to bastiony Demokratów. Za Republikanami opowiadają się natomiast mieszkańcy większości stanów środkowej części kraju, w tym Montany, Kansas, Luizjany, Missisipi, Oklahomy czy Utah. Czym są swing states? Oprócz „zdecydowanych” stanów są jednak także swing states, w których wygrana Demokraty lub Republikanina nie jest z góry przesądzona. Swing states w odróżnieniu od bastionów partyjnych mają populację wyborców, którzy są wyraźnie podzieleni politycznie. Zwycięstwo w „stanach wahających się” zazwyczaj zapewnia wygraną w wyborach prezydenckich. Niezdecydowane stany często zwane są także „fioletowymi” (ang. „purple states”), od nazwy koloru, który powstaje poprzez zmieszanie czerwieni z błękitem (kolorów partii Republikańskiej oraz Demokratycznej), a także jako „battleground states”, czyli stany, będące polem walki. Skąd się wzięły „niezdecydowane” stany? Występowanie swing states wynika bezpośrednio z systemu głosowania w Stanach Zjednoczonych. Wybory w USA są pośrednie, a nie bezpośrednie jak np. w Polsce. Oznacza to, że to nie idący do urn wyborcy bezpośrednio wybierają głowę państwa, a robi to w ich imieniu inne ciało. W przypadku Stanów Zjednoczonych jest to Kolegium Elektorskie. Wyborcy głosują na elektorów. Wiedzą jednak, którego kandydata dany elektor będzie popierał. Ekspert waszyngtońskiego think-tanku Brookings Institution John Hudak wskazuje, że początek ogromnemu znaczeniu stanów w amerykańskim systemie dały wybory w 1800 r., gdy o prezydencki fotel ostro rywalizowali Aaron Burr i Thomas Jefferson. Jak wyjaśnia Hudak, od tego czasu poszczególne stany zaczęły przywiązywać szczególną uwagę do skrupulatnego i wolnego od pomyłek czy fałszerstw procesu zbierania i liczenia głosów. „Z czasem wiedziano już, za kim opowiadają się w danych wyborach mieszkańcy poszczególnych stanów, co doprowadziło do zaostrzenia rywalizacji (kandydatów o głosy w tych stanach – red.)”, mówi ekspert. David Schultz, jeden z redaktorów książki „Presidential Swing States”, tłumaczy, że tradycja „wahających się” stanów sięga korzeniami lat 60. XIX wieku, a jej początki związane są z kwestią niewolnictwa i wybuchem wojny secesyjnej (1861-1865). Zjawisko swing states Schultz łączy z powstaniem Partii Republikańskiej w 1854 r. w Wisconsin, która szybko zyskała zwolenników w regionie Środkowego Zachodu (ang. Midwest). Republikanie stanowczo opowiadali się przeciwko niewolnictwu, choć początkowo nie nawoływali do zniesienia go w południowych stanach. W wyborach prezydenckich w 1860 r. Republikanie wystawili jako kandydata Abrahama Lincolna (który zresztą wygrał tamto głosowanie). „Północne stany głosowały na Lincolna, zaś południowe – na kandydata demokratycznego. Języczkiem u wagi okazały się więc takie stany jak Ohio”, które nie były jednoznacznie za żadnym z pretendentów , wskazuje Schultz. Jak dodaje, „żaden Republikanin nie wygrał wyborów bez zwycięstwa w Ohio”. Choć samo zjawisko jest właściwie tak stare, jak samo Kolegium Elektorów, to nazwa swing states pojawiła się w amerykańskim słowniku wyborczym dużo później, a mianowicie w 1936 r. Termin ten został po raz pierwszy użyty przez „New York Timesa” w kontekście walki Franklina Delano Roosevelta o głosy w zachodnich stanach. Mimo to ogromne zainteresowanie mediów sytuacją w swing states przyszło dopiero wraz z XXI wiekiem. Jakie czynniki wpływają na kształtowanie się swing states? Jedną z przyczyn występowania „wahających się” stanów jest migracja wewnętrzna. Choć jest to duże uproszczenie, to miejscy wyborcy na ogół częściej popierają Demokratów, zaś mieszkańcy terenów wiejskich chętniej opowiadają się za kandydatami republikańskimi. Wraz z migracją, np. przenoszeniem się mieszkańców miast do mniejszych ośrodków, preferencje w danych stanach się zmieniają. Inny czynnik to proces pogłębiania się różnic ideologicznych pomiędzy dwiema partiami, który rozpoczął się ok. 2000 r. „Do końca lat 80. można było zaobserwować sporą liczbę liberalnych Republikanów na północy kraju, jak również konserwatywnych Demokratów w stanach południowych”, mówi Hudak. „Pogłębiając się przepaść ideologiczna między partiami może mieć wpływ na to, czy dany stan pozostanie niezdecydowany”, wyjaśnia. Duży wpływ na wyniki wyborów mają stany zamieszkiwane w większości przez wyborców o umiarkowanych poglądach. Tam różnice w poparciu dla Republikanów i Demokratów są dużo mniejsze, a co za tym idzie, znacznie trudniej jest przewidzieć, za kim opowiedzą się te stany w danych wyborach. Hudak jako przykłady wskazuje Maine i New Hampshire, gdzie jak zaznacza, „występuje spora przewaga wyborców umiarkowanych i myślących niezależnie”. „To właśnie ci wyborcy napędzają rywalizację między obiema partiami”, podkreśla. Eksperci są zgodni, że w tegorocznych wyborach niezdecydowanych stanów będzie wyjątkowo dużo. Jako tegoroczne swing states wskazuje się aż 14 stanów Arizonę, Florydę, Georgię, Iowę, Maine, Michigan, Minnesotę, Nebraskę, Nevadę, New Hampshire, Karolinę Północną, Ohio, Pensylwanię, Teksas i Wisconsin. Poniżej prezentujemy najważniejsze swing states w wyborach prezydenckich w USA w 2020 r.
proces wyborczy w usa